Gdy ktoś mówi Nowy Jork, myślisz: drapacze chmur, Broadway, hot dogi i… oczywiście Zielona Dama na cokołku – Statua Wolności! Ten monumentalny posąg to nie tylko symbol Stanów Zjednoczonych, ale też niezaprzeczalna gwiazda popkultury, która doczekała się tylu występów na ekranie, że nie powstydziłby się tego Robert De Niro. Jednak statua to nie tylko pozowanie do selfie dla turystów – za tą ikoniczną postacią kryje się fascynująca historia, garść zadziwiających faktów i kilka sekretów, których pewnie nie usłyszysz w trakcie krótkiego rejsu promem. Gotowi na podróż? Czas odkryć tajemnice Pani Wolności!

Francuska niespodzianka: Prezent z okazji wolności

Statua Wolności (czy jak mówią wtajemniczeni – Lady Liberty) to dar od Francuzów dla młodych wówczas Stanów Zjednoczonych. Podarunek ten miał uczcić setną rocznicę podpisania Deklaracji Niepodległości w 1776 roku. A więc nie, nie był to gigantyczny element zastawy ogrodowej ani tragiczna pomyłka Amazona. Francuzi, będąc na fali entuzjazmu po rewolucji, chcieli wyrazić solidarność z Ameryką. Projektantem monumentu był Frédéric Auguste Bartholdi, zaś konstrukcją wewnętrzną zajął się nie kto inny, jak sam Gustave Eiffel (tak, ten od wieży!).

Rozmiar ma znaczenie

Jeśli ktoś mówi, że rozmiar nie ma znaczenia, nie widział jeszcze Statuy Wolności. Sama figura ma 46 metrów wysokości, ale z cokołem suma urośnie do zawrotnych 93 metrów. Sama ręka trzymająca pochodnię ma ponad 12 metrów długości – czyli tyle co autobus szkolny, ale o wiele lepiej wygląda w złocie. Jej rozmiary były na tyle imponujące, że zanim dotarła do Nowego Jorku, niektóre fragmenty wystawiano w różnych częściach świata, m.in. we Francji i… Filadelfii. Ot, światowe tournée na poziomie światowej gwiazdy.

W zieleni jej do twarzy

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego Statua Wolności jest zielona? Przecież chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie malowałby czegoś tak ogromnego pistacjowym lakierem. Odpowiedź jest prosta, choć chemiczna – statua wykonana jest z miedzi, a przez dziesięciolecia utleniła się, pokrywając się charakterystyczną patyną. Ciekawostka: rząd USA rozważał kiedyś jej czyszczenie, ale opinia publiczna powiedziała „NIE” i zdecydowano się zostawić panią w tej stylowej wersji vintage.

Nie taka statyczna, jak się wydaje

Statua może i wygląda na statyczną, ale nie jest posągiem typu zawsze w tej samej pozie. Na przykład, u jej stóp znajdują się zerwane łańcuchy – symbolizujące wyzwolenie od tyranii. Mało kto je zauważa, bo – powiedzmy sobie szczerze – kto patrzy stopy 93-metrowej bogini, kiedy w oczy razi wam złota pochodnia? Co ciekawe, pochodnia, jaką widzimy dziś, to wersja po liftingu z 1986 roku – oryginał przeciekał i wymagał emerytury.

Warto się wspiąć

Jeśli myślisz, że rejs promem do Liberty Island to cała przygoda – pomyśl jeszcze raz! Najwięksi śmiałkowie mogą wejść na samą koronę Statuy – to jakieś 354 stopnie, czyli odpowiednik 20 pięter. W nagrodę: widok jak z filmu i satysfakcja, że oto właśnie zrobiłeś trening kardio w bardzo patriotycznych warunkach. Rezerwacje trzeba zrobić z wyprzedzeniem, bo turystów chętnych na selfie z korony jest więcej niż kandydatów na reality show.

Nie tylko atrakcja turystyczna

Choć obecnie statua wolności to turystyczna ikona, kiedyś miała głębokie znaczenie społeczne. Dla milionów imigrantów przypływających do Ameryki przez Ellis Island, była pierwszym widokiem po opuszczeniu ojczyzny – symbolem nadziei na nowe, lepsze życie. Nie bez powodu na tablicy u jej stóp widnieją słowa: „Dajcie mi swoich zmęczonych, ubogich…” z wiersza Emmy Lazarus. To właśnie ta emocjonalna warstwa sprawia, że Lady Liberty ma większe serce niż niejeden polityk – choć akurat serca nie posiada, bo to nie ten typ turystyki medycznej.

Jak widać, Statua Wolności to coś więcej niż tylko miejsce obowiązkowe dla każdego turysty z aparatem. To świadek historii, dzieło sztuki, przykład inżynieryjnej precyzji i ikona o głębokim społecznym przesłaniu. Może i przez lata nieco się „zazieleniła”, ale jej symbolika pozostała wyraźna jak po polerowaniu pochodni. A jeśli będziecie kiedyś w Nowym Jorku – nie zadowalajcie się tylko zdjęciem z promu. Wspiąć się do korony tej Zielonej Pani to jak wypić espresso z samego dna filiżanki – pełnia doświadczenia!

Przeczytaj więcej na: https://dom-i-wnetrze.pl/statua-wolnosci-symbol-usa-i-jeden-z-najwiekszych-posagow-na-swiecie/