Czy zdarzyło Ci się kiedyś przewinąć media społecznościowe i poczuć, że jesteś najwolniej działającym człowiekiem na planecie Ziemia? Ktoś właśnie zdobył tytuł magistra, prowadzi własną firmę, chodzi codziennie na siłownię, gotuje bezglutenowe obiady, a wszystko to dzieje się przed godziną 10:00 rano. Ty? Ledwo zdążyłeś wypić zimną kawę i założyłeś dwie różne skarpetki. Witamy w erze kultury zapierdolu – świecie, w którym nieustannie musisz być produktywny, zadowolony i najlepiej jeszcze wyglądać jak z okładki magazynu. Czas się temu przyjrzeć z przymrużeniem oka – i z odrobiną rozsądku.
Skąd się to wzięło, czyli narodziny kultury zapierdolu
Zjawisko, które dziś nazywamy kulturą zapierdolu, nie wzięło się znikąd. To efekt połączenia korporacyjnej moralności, startupowego zapału i pseudo-motywacyjnych cytatów w stylu Jeśli nie teraz, to kiedy? (Najlepiej nigdy, jeśli cena to wypalenie zawodowe i chroniczny stres). Social media tylko dolały oliwy do ognia. Widzimy tam tylko końcowe rezultaty – dyplomy, sukcesy, piękne domy – ale rzadko pokazuje się nieprzespane noce, nerwicę i żołądek na luzie działania.
Pracuj mądrze, nie więcej
W świecie kultury zapierdolu gloryfikuje się nadgodziny, multitasking i pracę do upadłego. Ale czy naprawdę o to chodzi? Naukowcy (i zdrowy rozsądek) od dawna podpowiadają, że więcej wcale nie znaczy lepiej. Praca po 12 godzin dziennie nie czyni z Ciebie bohatera, tylko podatnika z osteoporozą. Zamiast intensyfikować każdą minutę życia, lepiej zastanów się, co naprawdę ma znaczenie. Czasem najlepiej wykonaną robotą jest drzemka o 13:00.
Nie mam czasu – jak przestać się tym chwalić?
Kiedyś odpowiedź Nie mam czasu oznaczała, że coś jest nie tak z Twoim planowaniem. Dziś to rodzaj statusu społecznego: im bardziej jesteś zabiegany, tym ważniejszy się wydajesz. Ale uwaga – to pułapka! Nadmiar obowiązków nie równa się sukcesowi. Masz prawo do czasu wolnego, nawet jeśli nie spędzasz go na nauce języków czy kolorowaniu mandali z mindfulness. Serio, Netflix i chipsy też mają swoje terapeutyczne właściwości.
Zaplanuj… nic
Wbrew pozorom, planowanie dnia bez planów może być najlepszym pomysłem na regenerację. Kultura zapierdolu każe nam zapełniać każde okienko w kalendarzu, ale prawdziwa wolność zaczyna się wtedy, gdy potrafisz spojrzeć na pustą sobotę i powiedzieć: „Dzisiaj nic nie robię i to jest w porządku”. Brzmi jak rewolucja, prawda? Doceń bezczynność – to nie lenistwo, tylko świadomy wybór. Jak mówi starożytna mądrość: „Leżenie to też działanie, tylko w pozycji horyzontalnej.”
Jak przetrwać w tym szalonym świecie?
Po pierwsze: przestań się porównywać. Droga każdej osoby wygląda inaczej, a tempo życia nie musi przypominać wyścigu Tour de France. Po drugie: postaw granice – tak, nawet wobec swojego kochanego laptopa, który tylko na chwilę miga powiadomieniem o nowym mailu. Po trzecie: przywróć do łask nudę. Nuda to matka kreatywności, a także świetna koleżanka z regeneracją. I najważniejsze – nie daj się zastraszyć kulturowemu terrorowi produktywności.
W świecie, gdzie bycie zapracowanym jest towarem luksusowym, a odpoczynek traktuje się jak słabość, naprawdę warto wrzucić na luz. Kultura zapierdolu nie zniknie z dnia na dzień, ale możemy nauczyć się być wobec niej krytyczni i wybiórczy. Bo czasem największym aktem odwagi jest powiedzieć: „Nie dzisiaj. Dzisiaj robię nic.” I to też jest w porządku.