W świecie, gdzie serwisy streamingowe wyrastają szybciej niż grzyby po deszczu (a i ich cena rośnie równie szybko), trudno już nadążyć za tym, co warto oglądać, a co można spokojnie ominąć szerokim łukiem. Jednak kiedy na scenę wkracza Bring Back Alice, nawet zatwardziali cynicy robią pauzę. Czy to nowa platforma wideo? A może serial, któremu po prostu nie da się oprzeć? Cóż, jedno jest pewne — to tytuł, który ostatnio elektryzuje społeczność internetową bardziej niż ostatni sezon The Crown. Zatem usiądź wygodnie (opcjonalnie z popcornem), bo dziś sprawdzamy, co kryje się za tym tajemniczym hasłem.
Nie tylko Netflix i spółka
Przyzwyczailiśmy się, że na wieczorny seans klikamy utarte szlaki: Netflix, HBO Max, Disney+, czasem Amazon Prime, dla odważnych Apple TV+. Tymczasem na horyzoncie pojawia się nowy gracz, który każe nam zrewidować pierwsze strony pilota. Mowa o Bring Back Alice — serialu produkcji polskiej, który znajdziecie na platformie HBO Max, ale który zaskakuje na tylu poziomach, że mówi się o nim niemal tak często jak o samej platformie.
Niech was jednak nie zmyli lokalne miejsce produkcji – „Bring Back Alice” jest zrealizowany z rozmachem godnym najbardziej kasowych tytułów zza oceanu. To thriller psychologiczny z nutą młodzieżowego dramatu, mieszanką, którą pokochali widzowie na całym świecie. I, przyznajmy to otwarcie, po latach oglądania zagranicznych produkcji, polski rynek w końcu pokazuje pazur.
Fabuła, która wciąga jak odkurzacz bez filtra
Zaginęła nastoletnia influencerka. Po roku wraca. Tyle powinno wystarczyć, żebyście zaczęli przebierać nogami z ciekawości. Bring Back Alice serwuje nam historię Alicji, która znika bez śladu i po roku wraca do domu. Tyle że nie wszystko jest takie, jakie się wydaje. Czy to naprawdę ta sama osoba? Gdzie była? Dlaczego nic nie pamięta? Czy w ogóle nic nie pamięta? I co z tym wszystkim wspólnego ma paczka jej znajomych, którzy ewidentnie próbują coś ukryć?
Ten serial to jak „Pretty Little Liars” spotyka „Gone Girl”, ale z typowym polskim twistem — lekko mrocznym, z nutą chłodnej Warszawy w tle, co tylko dodaje klimatu. Każdy odcinek kończy się cliffhangerem, który sprawia, że „jeszcze tylko jeden” zamienia się w całonocny maraton.
Obsada młoda, ale zdolna
Jednym z silnych punktów serialu jest jego obsada. W roli Alicji zobaczymy Helenę Englert, która coraz śmielej przebija się na rodzimej scenie filmowej i robi to z klasą. Towarzyszą jej m.in. Sandra Drzymalska, Bartosz Gelner czy Jowita Budnik – mieszanka doświadczenia i świeżej energii, która daje efekt jak espresso shot podany z deserem czekoladowym: mocny i uzależniający.
Warto też docenić świetnie napisane postacie drugoplanowe, które nie są jedynie tłem, ale realnie napędzają intrygę. Nawet postacie wydające się na pierwszy rzut oka papierowe, z czasem ujawniają swoje warstwy — jak cebula, tylko bez łez.
Dlaczego powinieneś to obejrzeć (i szybko!)
Jeśli jeszcze się wahasz, oto argumenty ostateczne. Po pierwsze: polski thriller na takim poziomie to rzadkość. Po drugie: seria porusza tematy aktualne i ważne — presję social mediów, tożsamość, relacje rodzinne, a to wszystko w atrakcyjnym opakowaniu. Po trzecie: zdjęcia, montaż i muzyka trzymają poziom najlepszych produkcji z Zachodu.
„Bring Back Alice” to coś więcej niż kolejny serial do obejrzenia w tle podczas składania prania. To tytuł, który intryguje, zmusza do myślenia i – co najważniejsze – nie traktuje widza jak idioty. A to, uwierzcie, nie jest dziś wcale standardem.
W świecie, który lubi zapominać szybciej niż TikTok scrolluje filmy, przywróćmy uwagę temu, co warte obejrzenia. Bring Back Alice to dowód, że polska produkcja może być sexy, intrygująca i absolutnie binge-watchable. Więc jeśli planujecie zarwać nockę – wiecie już z kim.
Zobacz też: https://feminin.pl/bring-back-alice-fabula-obsada-i-opinie-o-serialu/